13.01.2011

Masz ci babo placek...



...ano właśnie nie mam. Dzisiejszy dzień... zdecydowanie!!... nie należał do radosnych... począwszy od doniesień radiowych poprzez sprawy zawodowe aż po domowe. Tak przecież czasami bywa :( Pozostanę jedynie przy domowych wydarzeniach.
Dzisiejszy tytuł brzmiałby zupełnie inaczej i duuuużo bardziej optymistycznie, gdyby nie...Właśnie!!! Przed paroma godzinami nastąpiła mała "katastrofa" w kuchni. Z dorodnego, wysokiego placka drożdżowego z kruszonką, na którego od dawna miałam ogromną ochotę, została tylko podeszwa:(( Tego jeszcze nie było. A tak pięknie wyrósł i zarumienił się... i co??!!! Nooo... nic... niente... Wielkie Zero!!! :(((  Mruczałam  rozżalona nad swoim wypiekiem. A mój drogi mąż... moja życiowa podpora - odezwał się z pokerową miną : "Jak to nic... a ten bałagan w kuchni... a blacha do mycia?"... a po chwili jeszcze dodał z naganą w głosie : " I pewnie podwieczorka też nie będzie?!" Oko zaczęło mi dziwnie nerwowo mrugać i poczułam falę gorąca. Wzięłam parę głębokich oddechów i z wielkim wysiłkiem próbowałam znaleźć jakiś, choćby maleńki... pozytywny element tej sytuacji.... I wiecie co, znalazłam:) Spojrzałam w górę - bo mój mąż dużo wyższy jest ode mnie i zobaczyłam wielkiego banana na jego twarzy. Po chwili razem śmialiśmy się już na dobre. Placek powędrował do kosza - nie nadawał się nawet dla ptaków - a my do popołudniowej kawki zajadaliśmy pierniczki "Katarzynki". I było świetnie :)
Mam nadzieję, że inne sprawy zostaną równie łatwo rozwiązane.
A... jutro powiem to, co chciałam powiedzieć dzisiaj...
Pozdrawiam, mimo wszystko, z uśmiechem :D

14 komentarzy:

  1. Tomaszowo, toć to dziś trzynasty więc się nie dziw że Ci kapeć z placka wyszedł ale jak sama zauważyłaś, najważniejsze, że wszystko potrafisz przyjąć z uśmiechem na ustach i tak trzymać!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To fakt, uśmiech to podstawa ;)
    Śliczny blog ;) Dziękuję za odwiedziny u mnie;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam te katastrofy i zgadzam się, że w takich chwilach wsparcie domowników jest niezbędne. Dziękuję za wizytę u mnie i zapraszam ponownie. A na koniec życzę: niech banany goszczą na Waszych twarzach codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, nie lubię takich niespodzianek. Nie lubię ... Zapach placka dotarł aż tutaj. Jaka szkoda,że to tylko moja wyobraźnia :(
    Jak dobrze,że masz Tomasza :)
    Za to ja miałam dziś same miłe chwile. Rzekłabym: luksusowe :)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. He he.... na wszelki wypadek piękę muffiny. Zawsze wychodzą.
    A co do placka, mąka pewnie. Ostatnio przysknerzyłam i kupiłam jakąś tanią w tesco. Fuj!!!! Zaczęłam robić pierogi i potrzebowałam walca drogowego aby mi ciasto rozwałkował.
    Poza tym mam takie swoje prywatne odkrycie dotyczące drożdży, jak wydają mi się jakieś nie takie, dosypuję proszku do pieczenia.
    Ciasto w smaku drożdżowe, a same drożdże rosną jak na drożdżach....
    A poza tym głowa do góry, na jednym placku świat się nie kończy ;-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Banan to podstawa w takich chwilach, bo i cóż da złość i rzucanie mięsem. Ciasto od tego nie urośnie, kłopoty nie znikną a tylko "kwas" w powietrzu zawiśnie. Jasne, że szkoda drożdżowego, kruszonki zwłaszcza ;))), ale Katarzynki też są pycha. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  7. Życie lubi zaskakiwać ;)
    Najważniejsze to potrafić śmiać się z siebie i własnych błędów..a ciasto, zawsze można upiec drugie.

    Pozdrawiam i sporą dawkę pozytywnej energii wysyłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. szkoda ze innych problemów nie można tak wyrzucić do kosza

    OdpowiedzUsuń
  9. I to jest najważniejsze, żeby się czasem z własnych niepowodzeń pośmiać:)

    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. no i tak właśnie trzeba.. o rany ileż razy muszę sobie to powtarzać bo o załamkę u mnie łatwo.. pozdrawiam i do jutra:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Prześlicznie dziękuję za odwiedziny i urocze słowa w komentarzach z okazji mojej drugiej rocznicy blogowania.
    To takie miłe dla mojego serca.
    Wspaniale,że jesteś i mnie odwiedzasz,to dodaje mi twórczych skrzydeł i mobilizuje do twórczego działnia.
    Posyłam moc uścisków i buziaczków pełnych wspaniałych myśli;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziewczyny, Wasze słowa podziałały jak balsam:) Dzięki wielkie za słowa wsparcia! To był paskudny czwartek i dobrze, że już przeminął.
    Taka kobieca solidarność to wspaniała rzecz, którą bardzo sobie cenię i która dodaje wiele pozytywnej energii.

    Tomaszowa:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ma się co denerwować. Z drożdżowym ciastem nieraz tak jest. Coś wiem na ten temat;-)))) Mąż prawdziwy dżentelmen.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. no chyba pęknę, skąd ja to znam...moja droga, toć to samo życie ;-)))
    mi już nie raz ciacho lądowało do kosza(mam wspaniały nowy piekarnik), ale co z ego...skoro ni jak nie mogę go rozgryźć..padam, wstaje i znów myślę co tu upichcić...;-)
    serdecznie pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny, poświęcony czas i ciepłe słowo.
Tomaszowa :)